Trzy lata ciszy przed kolejną falą

Po zamknięciu granicy w lutym 1947 roku żydowska emigracja z Dolnego Śląska na kilka lat wyraźnie zwolniła. Lata 1947-1948 przyniosły regionowi względną stabilizację - poprawiły się warunki bytowe, możliwości zatrudnienia i bezpieczeństwo, choć była to stabilizacja pozorna. Na przełomie 1948 i 1949 roku wpływy działaczy syjonistycznych w komitetach żydowskich zostały administracyjnie ograniczone, a władza zaczęła szukać sposobu na zakończenie sporu z ruchem syjonistycznym inną drogą niż tylko represje.

Komunikat z 2 września 1949 roku

2 września 1949 roku żydowska gazeta "Dos Naje Lebn" opublikowała na pierwszej stronie komunikat Ministerstwa Administracji Publicznej o zgodzie na emigrację do Izraela. Ten sam komunikat ukazał się kilka dni później, 5 września, w "Rzeczpospolitej". Miał charakter lakoniczny - nie sprecyzowano w nim, jakie grupy ludności mogą ubiegać się o pozwolenie na wyjazd. W efekcie na wyjazd zapisali się niemal wszyscy Żydzi z Dolnego Śląska, którzy chcieli opuścić Polskę, niezależnie od tego, czy byli działaczami syjonistycznymi, religijnymi ortodoksami, czy po prostu chcieli zacząć życie od nowa gdzie indziej.

Procedura i co trzeba było zostawić

Wyjazdy odbywały się na podstawie tak zwanego dokumentu podróży, który uprawniał do jednokrotnego przekroczenia granicy polskiej - bez prawa powrotu. Każdy emigrant tracił wraz z wyjazdem obywatelstwo polskie. Władze z jednej strony nie hamowały wyjazdów osób uznawanych za "element nacjonalistyczny" - działaczy syjonistycznych, duchownych, starców, inwalidów czy prywatnych przedsiębiorców. Z drugiej prowadziły zdecydowaną kampanię, by zatrzymać w kraju robotników, inżynierów, lekarzy, techników i inteligencję pracującą. Kierownictwo Komitetu Wojewódzkiego PZPR we Wrocławiu pisało pod koniec grudnia 1949 roku wprost, że trzeba "bezwzględnie przestrzegać i wykonywać uchwały KC od powstrzymania wyjazdu robotników i inteligencji pracującej", uznając tempo rejestracji na wyjazd za dowód, że lokalni działacze nie radzą sobie z powstrzymaniem tej fali.

Skala wyjazdów z regionu

Według szacunków organizacji syjonistycznych o wyjazd starało się około 40 tysięcy polskich Żydów. Agitacja prowadzona przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów i PZPR doprowadziła do tego, że około jedna trzecia zarejestrowanych poddała się presji i zrezygnowała ze starań o wyjazd. Mimo to w wyniku tej fali wychodźstwa Polskę opuściło ponad 28 tysięcy osób, z czego z samego Dolnego Śląska wyjechało około 20 tysięcy Żydów - czyli zdecydowana większość wszystkich, którzy w tym czasie zdecydowali się na wyjazd z kraju. Akcję wydawania dokumentów wyjazdowych zakończono pod koniec 1950 roku, choć pojedyncze sprawy indywidualne rozstrzygano jeszcze później. Na początku 1951 roku liczbę Żydów w całej Polsce oceniano już tylko na około 67 tysięcy, z czego na Dolnym Śląsku pozostawało nieco ponad 30 tysięcy.

Co stało się ze spółdzielniami i szkołami

Skala wyjazdów uderzyła w instytucje, które przez poprzednie lata budowano z myślą o trwałym osiedlu. Żydowska spółdzielczość pracy na Dolnym Śląsku, prowadzona wcześniej przez odrębną Centralę Spółdzielni Wytwórczych "Solidarność", pod koniec 1949 roku trafiła pod jeden centralny zarząd - wspólną już dla całego kraju Centralę Spółdzielczości Pracy. Podobny los, choć rozłożony na kolejne lata, czekał żydowskie szkolnictwo. Liczba uczniów w ocalałych placówkach, jak Szkoła Powszechna imienia Pereca w Wałbrzychu, topniała z każdym rokiem szkolnym mimo okresowych wzrostów związanych z napływem repatriantów z ZSRR - we wrześniu 1956 roku naukę rozpoczęło tam 164 uczniów, a już na początku kolejnego roku zostało ich 121, z czego ponad połowa miała już przygotowane dokumenty wyjazdowe. Wrocławskie kuratorium oświaty określiło później atmosferę panującą w takiej szkole mianem "atmosfery dworca kolejowego" - miejsca, przez które ludzie stale przejeżdżają, zamiast się w nim osiedlać.