Twierdza w obliczu klęski

Styczeń 1945 roku przyniósł na Dolny Śląsk wielką ofensywę Armii Czerwonej znad Wisły. Front, który jeszcze na przełomie roku wydawał się odległy, w ciągu kilkunastu dni zbliżył się do granic Śląska. 20 stycznia 1945 roku gauleiter Karl Hanke formalnie ogłosił Wrocław twierdzą, uruchamiając ewakuację ludności cywilnej i pobór mężczyzn od 16 do 60 lat. Ten sam pośpiech i ten sam strach przed nadciągającą Armią Czerwoną zdecydowały o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen i jego licznych podobozów rozsianych po całym regionie.

Do 1944 roku Gross-Rosen rozrosło się w sieć ponad stu podobozów pracy na Dolnym Śląsku, w Sudetach i na Ziemi Lubuskiej. Przez cały ten system przeszło łącznie około 125 tysięcy więźniów. Gdy front się zbliżył, niemieckie władze obozowe stanęły przed decyzją: zostawić więźniów na miejscu, ryzykując, że opowiedzą aliantom o warunkach pracy i miejscach tajnych budów, czy pędzić ich w głąb Rzeszy. Wybrano to drugie, mimo mrozu, braku zapasów i wyczerpania ludzi, którzy od miesięcy pracowali ponad siły.

Trasy przez Dolny Śląsk

Ewakuacja nie była jedną kolumną, lecz serią osobnych marszów wyruszających z różnych podobozów w różnych terminach, zwykle w stronę dwóch kierunków. Część transportów szła na północ, do obozu Mittelbau, jak więźniowie z AL Bunzlau, wyprowadzeni 11 lutego 1945 roku w liczbie 700-850 osób, z których do celu 25 marca dotarło już tylko 541. Podobnie ewakuowano AL Aslau 10 lutego, kierując kolumnę do Nordhausen, gdzie dotarła 16 marca.

Inne transporty szły na południowy zachód, do obozu głównego Gross-Rosen lub dalej, do Bergen-Belsen. Tą trasą wyruszyły między innymi AL Breslau-Lissa (23 stycznia), AL Breslau I i II (25 stycznia) oraz AL Dyhernfurth I (24 stycznia). Największą filią Gross-Rosen był obóz Fünfteichen w dzisiejszym Jelczu-Laskowicach, w którym przetrzymywano co najmniej 6000 mężczyzn różnych narodowości pracujących dla zbrojeniowego koncernu Kruppa. Ewakuację stamtąd rozpoczęto 21 stycznia 1945 roku, a piesza droga do obozu głównego trwała cztery dni. Około 300 najciężej chorych, których zostawiono w obozowym szpitalu, doczekało wyzwolenia przez żołnierzy sowieckich już 23 stycznia.

Osobną grupę tras wyznaczały podobozy tajnego kompleksu Riese w Górach Sowich, podlegające administracyjnie Gross-Rosen. 16 lutego 1945 roku rozpoczęto ewakuację więźniów podobozu Wolfsberg w kierunku Bergen-Belsen, Flossenbürga i Mauthausen. Materiały źródłowe wymieniają też kolejne obozy tego kompleksu, Dörnhau, Falkenberg, Fürstenstein, Lärche, Märzbachtal czy Wüstegiersdorf, jako objęte podobną akcją w lutym 1945 roku, choć szczegółowy przebieg ich marszów jest udokumentowany słabiej niż w przypadku Fünfteichen czy Bunzlau.

Warunki marszu i rozbieżne szacunki ofiar

Więźniowie szli pieszo, w zimowym mrozie, wycieńczeni wcześniejszą pracą i głodem obozowym. Ci, którzy nie mogli utrzymać tempa kolumny, byli rozstrzeliwani i grzebani w przydrożnych lasach wzdłuż trasy przemarszu. Dokładna liczba ofiar różni się w zależności od źródła i obozu, bo ewidencja w ostatnich tygodniach wojny była chaotyczna, a wiele ciał nigdy nie doczekało się formalnej identyfikacji.

Tam, gdzie liczby są udokumentowane, obraz jest surowy: marsz z Fünfteichen pochłonął około tysiąca ofiar w ciągu czterech dni, ewakuacja Wolfsberga kosztowała życie co najmniej 256 osób, a przy AL Halbau, wyprowadzonym 12 lutego, zginęło prawdopodobnie około 300 więźniów. W całym kompleksie Riese zginęło łącznie co najmniej 4775 osób, a licząc też zmarłych w pierwszych tygodniach po wojnie w wyniku wyczerpania, liczba ta sięga 4929. To nie jest jednak suma samych ofiar marszów śmierci, tylko całej działalności obozów tego kompleksu od 1943 roku. W całym systemie Gross-Rosen, licząc wszystkie lata jego istnienia, zginęło około 40 tysięcy z 125 tysięcy więźniów, którzy przez niego przeszli. Rozbieżności między tymi liczbami są naturalną cechą historiografii obozowej z tego okresu i warto o nich pisać wprost, zamiast wybierać jedną efektowną liczbę.

Milczenie źródeł o postawach mieszkańców

Kolumny więźniów przechodziły w pobliżu miejscowości takich jak Świdnica, Wałbrzych czy Kamienna Góra, a mieszkańcy tych okolic z pewnością byli świadkami marszów. Dostępne materiały źródłowe, do których dotarto przy pisaniu tego tekstu, nie opisują jednak szczegółowo, jak lokalna ludność reagowała na przechodzące kolumny, ani czy zdarzała się pomoc dla więźniów. Uczciwiej jest to przyznać, niż zgadywać. Ten wątek pozostaje słabo udokumentowany w ogólnodostępnych źródłach i wymaga sięgnięcia do archiwów regionalnych oraz relacji świadków zbieranych przez muzeum w Rogoźnicy.

Miejsca pochówku i dzisiejsze upamiętnienia

Po wojnie w rejonie podobozu Arbeitslager Landeshut w Kamiennej Górze ekshumowano ponad 200 ciał więźniów zmarłych w ostatnich trzech miesiącach istnienia obozu. Ofiary upamiętniają dziś dwa miejsca w mieście: grób na cmentarzu komunalnym oraz pomnik na stoku Góry Parkowej, do których prowadzi Symboliczny grób ofiar obozu Gross-Rosen.

Centralnym miejscem pamięci całego systemu obozowego pozostaje teren dawnego obozu głównego w Rogoźnicy, gdzie muzeum powstało w 1983 roku, a historyczny kamieniołom, w którym więźniowie wydobywali granit, udostępniono zwiedzającym w 2005 roku. Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy gromadzi dziś dokumentację dotyczącą całej sieci podobozów, w tym tras ewakuacyjnych z zimy 1945 roku, i jest naturalnym punktem wyjścia dla każdego, kto chce poznać ten temat głębiej niż pozwala na to jeden artykuł.