Osada w borach, która nie istniała na żadnej mapie
Pstrąże leży w Borach Dolnośląskich, w rozległym kompleksie leśnym między Bolesławcem a Żaganiem, na uboczu głównych dróg regionu. Nazwa miejscowości pojawia się w dokumentach już w 1305 roku jako Pstransee, a od początku XX wieku miejsce zaczęło pełnić funkcje wojskowe: w 1901 roku rozpoczęto tu rozbudowę na potrzeby armii niemieckiej, stawiając koszary, stajnie oraz odgałęzienie linii kolejowej z Leszna Górnego. Dokładnie ten sam układ - odosobnienie wśród lasów, dobre połączenie kolejowe i wcześniejsza infrastruktura wojskowa - sprawił, że po wojnie miejsce trafiło w ręce nowego gospodarza na kolejne pół wieku.
Przejęcie przez Armię Czerwoną i zniknięcie z map
10 lutego 1945 roku Pstrąże zajęły wojska radzieckie. Od tego momentu miejscowość przestała być oficjalnie nanoszona na mapy - ze względu na wojskowe znaczenie garnizonu i jego status strefy zamkniętej. Dostępu do niej pilnowano fizycznie: część drogowa mostu prowadzącego w stronę osady nie została odbudowana specjalnie po to, by utrudnić wjazd polskiej ludności cywilnej. Rosyjska nazwa miejsca w tym okresie brzmiała Strachów. Dla mieszkańców okolicznych miejscowości Pstrąże było więc miejscem, które istniało, ale formalnie go nie było - podobnie jak opisana już na portalu Legnica, która przez dekady nosiła przydomek Mała Moskwa, choć z zupełnie innej przyczyny: tam wojsko dzieliło miasto z cywilami, tutaj cała osada była zamkniętym garnizonem bez polskich mieszkańców.
Miasteczko na kilkanaście tysięcy ludzi
Przez blisko pół wieku w Pstrążu stacjonowało kolejno kilka jednostek radzieckich, między innymi 510 samodzielny pułk szkolny czołgów, 76 orszański pułk czołgów, 255 pułk zmechanizowany gwardii, 144 pułk zmechanizowany oraz 27 ruchoma baza techniczno-rakietowa. Według niektórych źródeł w szczytowym okresie w garnizonie i przy nim mieszkało nawet do 15 tysięcy osób - żołnierzy razem z rodzinami. Powstała tu w pełni funkcjonująca osada garnizonowa: osiem bloków mieszkalnych, przedszkole, ośmioletnia szkoła numer 53, kawiarnia „Bajka", a także obiekty sportowe, stadion, basen odkryty oraz klub oficerski z biblioteką. Był też własny areał kolejowy i lotnisko. Życie codzienne rodzin wojskowych toczyło się więc w miejscu, które z zewnątrz wyglądało jak zwykłe małe miasto, tyle że niewidoczne dla otoczenia i niedostępne dla Polaków.
Wycofanie wojsk i szybka dewastacja
Wojska radzieckie opuściły Pstrąże ostatecznie w 1992 roku, w ramach szerszego wycofywania się armii rosyjskiej z Europy Środkowej po zakończeniu zimnej wojny. Od kwietnia 1993 roku teren próbowało zabezpieczać polskie wojsko, ale w 1995 roku zrezygnowano z utrzymywania tu osady i miejsce przekształcono w poligon wojskowy. Opuszczone budynki - bez dozoru i bez nowych mieszkańców - zaczęły niszczeć bardzo szybko: to standardowy scenariusz poradzieckich osiedli garnizonowych w regionie, w których dewastację przyspieszają szabrownicy i złomiarze wynoszący wszystko, co da się odzyskać, zanim ruiny zdążą porosnąć lasem.
Stan terenu dziś i ograniczenia dostępu
W październiku 2016 roku ruszyła formalna rozbiórka pozostałości osiedla. Dziś teren to w większości rumowisko i ruiny, wykorzystywane okazjonalnie przez wojsko polskie do ćwiczeń oraz szkoleń służb ratowniczych - Pstrąże ma status poligonu wojskowego, a nie miejsca ogólnodostępnego. Oznacza to, że wstęp na jego teren nie jest swobodny: to zamknięty obszar wojskowy, a pozostałości rozbieranych budynków grożą zawaleniem, więc samodzielne wchodzenie między ruiny wiąże się z realnym ryzykiem. Planowane jest dalsze zagospodarowanie tego obszaru, między innymi pod nowe inwestycje wojskowe.
Magnes dla fotografów i eksploratorów
Mimo ograniczeń dostępu, a po części właśnie dlatego, Pstrąże od lat przyciąga fotografów i entuzjastów eksploracji miejsc opuszczonych, dla których puste bloki, resztki stadionu i zarośnięte drogi osiedlowe są jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce przykładów tak zwanego urbeksu - fotografowania i zwiedzania opuszczonej architektury. Zdjęcia z Pstrąża krążą w internecie jako ilustracja tego, jak szybko potrafi zniknąć całe miasteczko, gdy przestaje mieć gospodarza, ale warto pamiętać, że dla portalu i dla odwiedzających to przede wszystkim teren wojskowy z realnym zakazem wstępu, a nie ogólnodostępna atrakcja turystyczna.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się