Miasto niemal bez Polaków
Latem 1945 roku Wrocław, choć formalnie znalazł się już w granicach Polski, był wciąż miastem niemieckim. Spis przeprowadzony w sierpniu 1945 roku odnotował w mieście około 189 500 Niemców i zaledwie 16 500 Polaków. Przez pierwsze miesiące powojenne dwie ludności, dawni mieszkańcy i pierwsi przybysze, funkcjonowały obok siebie, zanim proporcje zaczęły się szybko odwracać.
Wielu Niemców opuściło miasto jeszcze przed formalnymi wysiedleniami, w panicznej ucieczce przed zbliżającym się frontem na początku 1945 roku. Z całych ziem przyłączonych do Polski w ten sposób wyjechało wtedy około 3,6 miliona osób. Zorganizowane wysiedlenia ruszyły dopiero po decyzji Sojuszniczej Rady Kontroli Niemiec z 20 listopada 1945 roku. We Wrocławiu konkretne transporty wyjeżdżały już wcześniej: od 1 do 6 października 1945 roku wywieziono 12 537 osób, a między 8 listopada a 3 grudnia kolejnych 29 600. Akcję na pełną skalę wznowiono w 1946 roku. Łącznie z ziem przyłączonych do Polski, w tym z Dolnego Śląska, do końca 1950 roku wysiedlono około 3,5 miliona osób pochodzenia niemieckiego. Nie wszyscy wyjechali od razu: po głównej fali na Dolnym Śląsku pozostało jeszcze około 110 tysięcy Niemców, w większości wykwalifikowanych robotników, których gospodarka regionu potrzebowała do utrzymania ciągłości pracy fabryk i kopalni.
Przybysze z Kresów, zwłaszcza ze Lwowa
Miejsce wyjeżdżających Niemców zajmowali w pierwszej kolejności Polacy przesiedleni z Kresów Wschodnich, ziem, które po wojnie znalazły się w granicach Związku Radzieckiego. Najliczniejszą grupę stanowili przybysze z okolic Lwowa i Stanisławowa, dołączali do nich też osadnicy z Wileńszczyzny. Nowych mieszkańców, niezależnie skąd przyjechali, nazywano wtedy „pionierami Wrocławia”, bo miasto trzeba było dosłownie postawić na nowo z gruzów pozostałych po oblężeniu.
Mienie pozostawione przez wysiedlonych Niemców, całą własność prywatną, komunalną i państwową na Dolnym Śląsku, przejęło formalnie państwo polskie na mocy umowy z ZSRR z 16 sierpnia 1945 roku. To właśnie w opuszczonych mieszkaniach, sklepach i warsztatach urządzali się kolejni przybysze, często zastając w nich jeszcze rzeczy poprzednich właścicieli.
Osadnicy z centralnej Polski i wielkopolski
Obok przesiedleńców kresowych do Wrocławia napływali też osadnicy z centralnej Polski i z Wielkopolski, szukający nowego początku po zniszczeniach wojennych we własnych regionach albo po prostu lepszych warunków życia niż w przeludnionej wsi. W efekcie miasto zasiedlali ludzie o zupełnie różnym pochodzeniu, mówiący różnymi gwarami, przyzwyczajeni do innych krajobrazów i innych zwyczajów. Nie było tu ciągłości pokoleniowej, na jaką mogły liczyć miasta, które nie zmieniły mieszkańców, tylko granice administracyjne.
Przez wiele powojennych lat panowało wśród nowych wrocławian przekonanie o tymczasowości granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, co utrudniało pełną identyfikację z nowym miejscem zamieszkania. Dopiero kolejne pokolenia, urodzone już we Wrocławiu, zaczęły traktować miasto jako oczywiście swoje, bez porównań do stron, z których przyjechali rodzice czy dziadkowie.
Co przywieźli ze sobą Lwowianie: Ossolineum
Przesiedleńcy ze Lwowa przywieźli do Wrocławia własny dobytek, a wraz z nim część instytucji, z którymi było im najbliżej. Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, założony w 1817 roku, działał we Lwowie od 1827 roku i przed wojną liczył ponad 220 tysięcy dzieł, 6 tysięcy rękopisów oraz 9 tysięcy autografów. Po wojnie, gdy Lwów znalazł się w granicach ZSRR, strona radziecka zwróciła Polsce tylko część zbiorów, około 150 tysięcy starych druków, druków dziewiętnasto i dwudziestowiecznych oraz rękopisów, czyli mniej więcej 15-20 procent całości. Reszta, w tym duża kolekcja prasy polskiej z XIX i XX wieku, została we Lwowie.
Ocalona część zbiorów trafiła do Wrocławia w 1946 roku, oficjalnie jako dar radziecki. Wśród przewiezionych zbiorów znalazły się między innymi rękopisy Juliusza Słowackiego i Aleksandra Fredry. Autograf „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza dotarł do Wrocławia osobną drogą, kilka lat później i po wojennej tułaczce. Rok później, w 1947 roku, bibliotekę reaktywowano w budynku poklasztornym z przełomu XVII i XVIII wieku, w samym centrum miasta. Dziś przy Ogrodzie Ossolineum można zobaczyć dziedziniec dawnego klasztoru, obok którego wciąż działa instytucja o rodowodzie sięgającym dziewiętnastowiecznego Lwowa.
Co przywieźli ze sobą Lwowianie: Panorama Racławicka i uniwersytet
Podobną drogę przeszła Panorama Racławicka, gigantyczne malowidło cykloramiczne namalowane w latach 1893-1894 przez Jana Stykę i Wojciecha Kossaka na zamówienie rady miasta Lwowa, z okazji stulecia insurekcji kościuszkowskiej. Obraz eksponowano we Lwowie od 1894 do 1944 roku, po czym przewieziono go do Wrocławia w 1946 roku, tym samym rokiem co część zbiorów Ossolineum. Dla zwiedzających otworzono go jednak dopiero 14 czerwca 1985 roku, prawie cztery dekady po przewiezieniu.
Ze Lwowa przyjechała też część kadry naukowej, która odbudowywała polski Uniwersytet Wrocławski. Pierwszym rektorem został profesor Stanisław Kulczyński, wcześniej rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, który w maju 1945 roku przybył do Wrocławia na czele grupy naukowców. Formalnie uczelnię przekształcono dekretem 19 września 1945 roku, pierwszy wykład, profesora Ludwika Hirszfelda, odbył się 15 listopada 1945 roku, a uroczystą inaugurację zorganizowano 9 czerwca 1946 roku. Pierwszy polski dyplom magisterski wydano cztery dni później, 13 czerwca 1946 roku. Nowa uczelnia odwoływała się wprost do tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza, założonego jeszcze w 1661 roku, łącząc dziedzictwo lwowskiej uczelni z odradzającym się ośrodkiem akademickim nad Odrą.
Tożsamość budowana od nowa
Wrocław powojenny nie mógł oprzeć swojej tożsamości na ciągłości pokoleń, bo takiej ciągłości po prostu nie było. Miasto zasiedlali ludzie, którzy w większości nigdy wcześniej się nie znali, przyjeżdżający z bardzo różnych stron przedwojennej Polski, czasem nawet nieznający wcześniej Wrocławia z żadnej opowieści rodzinnej. To, co dziś wydaje się oczywistą, jednolitą tożsamością miasta, powstawało przez dziesięciolecia, w miarę jak kolejne pokolenia dorastały już tylko tutaj, a instytucje przeniesione zza wschodniej granicy, jak Ossolineum czy Panorama Racławicka, stawały się częścią miejscowego krajobrazu, a nie przypomnieniem o miejscu, z którego ktoś musiał wyjechać.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się