Kim byli Walonowie i skąd przybyli w Sudety
Walonami nazywano w Górach Izerskich i Karkonoszach wędrownych poszukiwaczy złota, srebra i kamieni szlachetnych, którzy według przekazów mieli pochodzić z terenów dzisiejszego pogranicza Belgii, Francji i Niemiec. Zgodnie z tą tradycją w połowie XII wieku ruszyli w stronę Siedmiogrodu na zaproszenie węgierskiego króla, a stamtąd, przez Góry Harzu i Rudawy, dotarli w końcu do Sudetów Zachodnich. Ich obecność w regionie potwierdzają konkretne daty: w 1148 roku Laurentius Angelus miał odkryć złoża rudy żelaza w Kowarach, w 1156 roku odnotowano pokłady ołowiu i miedzi w Miedziance, a w 1158 roku książę Bolesław Kędzierzawy wysłał w góry dwunastu poddanych, którzy założyli osadę o nazwie Żelazna Góra.
Nazwa "Walonowie" przylgnęła do wszystkich wędrownych poszukiwaczy minerałów działających w Sudetach od średniowiecza aż po wiek XVI i XVII, niezależnie od tego, skąd faktycznie pochodzili konkretni ludzie. W drugiej połowie XIV wieku cesarz Karol IV wzywał poddanych do szukania złota i kamieni szlachetnych w Sudetach Zachodnich, zastrzegając sobie udział w znaleziskach - poszukiwania prowadzone bez zezwolenia mogły grozić karą wypalenia oczu.
Czego szukali w Izerach i Karkonoszach
Walonowie interesowali się przede wszystkim złotem, srebrem oraz kamieniami szlachetnymi: szafirami, granatami, turmalinami i ametystami, a także minerałami przydatnymi do produkcji szkła. Szczególnie aktywnie penetrowali okolice Białej Doliny, doliny potoków Bielenia, Jagniętego, Złotego i Szafirowego, teren wokół Wieczornego Zamku oraz Dolinę Chojnika. Jednym z ważnych punktów na ich trasach była Izerska Łąka nad górną Izerą, gdzie w 1764 roku drukowany przewodnik Christiana Gottlieba Lehmanna opisywał, że leżą tam "całkiem błękitne kamienie szlachetne, dobra ruda, czyste złoto i srebro". Tekst Lehmanna, oparty na materiałach zbieranych przez jego dziadka, pastora z Scheibenbergu, zawierał też enigmatyczne wskazówki odwołujące się do konkretnych punktów krajobrazu - góry Bukowiec, rzeki Izery i tak zwanego Zamku Opustoszonego - gdzie miały leżeć skarby. Informacje Lehmanna o obecności szafirów, granatów i turmalinów w tej okolicy potwierdziły później badania mineralogów z XIX wieku.
Pod koniec XVI wieku na Izerskiej Łące poszukiwania prowadził podobno osobisty lekarz cesarza Rudolfa II, Anselmus Boetius de Boot, który w 1609 roku opublikował dzieło "Historia kamieni drogocennych". Tradycje związane z tym miejscem miały później inspirować pisarza Gerharta Hauptmanna. Sam Rudolf II, po przeniesieniu dworu do Pragi w 1583 roku, znacząco zwiększył popyt na minerały z regionu, a w 1595 roku wydał dokument nadający prawa do poszukiwań pereł.
Znaki walońskie ryte w skałach
Poruszając się po słabo poznanym terenie, Walonowie zostawiali sobie i kolejnym poszukiwaczom znaki kierunkowe ryte na drzewach, skałach i głazach: gwiazdy, symbole słońca i księżyca, krzyże, kilofy, młoty, strzałki i litery. Część badaczy uważa je za pierwsze prekursorskie oznaczenia szlaków w górach, choć - w odróżnieniu od dzisiejszych znaków turystycznych - miały służyć wyłącznie wtajemniczonym, nie przypadkowym wędrowcom.
Przykładem takiego miejsca jest Waloński Kamień w Przesiece, zespół skał granitowych u podnóża wzniesienia Płonik. Na jednej ze skałek widać dwa połączone kociołki wietrzeniowe, które po przewróceniu się bloku skalnego znalazły się na jego boku i kształtem przypominają sylwetkę człowieka - stąd dawna niemiecka nazwa Mannstein. Skała figurowała jako ważny punkt orientacyjny w piętnastowiecznych Księgach Walońskich, dlatego ryty na jej powierzchni przypisuje się właśnie działającym tu niegdyś poszukiwaczom złota i kamieni. Dziś takie znaki bywa trudno jednoznacznie odczytać: część z nich mogła powstać dopiero w kolejnych stuleciach, gdy wątek walońskich poszukiwaczy stał się popularnym tematem lokalnych opowieści.
Księgi walońskie i pytanie o ich wiarygodność
Podstawowym źródłem wiedzy o działalności Walonów są tak zwane Księgi Walońskie - rękopisy z instrukcjami, gdzie i jak szukać kruszcu oraz kamieni. Do najważniejszych należą Walońska Księga z Trutnova z 1466 roku oraz Księga Walońska przypisywana Antoniusowi de Medici z 1456 roku, zachowana w odpisie z 1470 roku. Zawierały one szyfrowane notatki i instrukcje sporządzone po łacinie, niemiecku i czesku, dostępne wyłącznie dla wtajemniczonych - stąd dziś trudność w jednoznacznym odczytaniu wielu zawartych w nich wskazówek.
Tu właśnie przebiega najważniejsza granica w tej opowieści: między tym, co udokumentowane, a tym, co narosło później jako legenda. Udokumentowane jest to, że wędrowni poszukiwacze minerałów rzeczywiście działali w Sudetach Zachodnich od XII do XVII wieku, że pozostawili po sobie księgi z realnymi wskazówkami terenowymi i że ich poszukiwania faktycznie przełożyły się na odkrycia rud żelaza, miedzi, arsenu i kwarcu, a w efekcie zapoczątkowały rozwój górnictwa i hutnictwa szkła w regionie. Legendą pozostaje natomiast wyobrażenie gór pełnych "niezmierzonych pokładów złota" - złoto w Sudetach Zachodnich rzeczywiście występuje, ale w ilościach zbyt małych, by dziś opłacało się jego przemysłowe wydobycie. Podobnie legendą, a nie relacją naocznego świadka, jest opowieść ostrzegająca ciekawskich przed podglądaniem pracy Walonów: miał z lasu wypadać czarny cap, porywać śmiałka na grzbiet i unosić go w nieznane. Ile z całej tej tradycji to fakt zapisany w księgach, a ile barwna otoczka dodana przez kolejne pokolenia przewodników i pisarzy - dokładnie rozstrzygnąć się dziś nie da, i sami badacze regionu przyznają to wprost.
Dzisiejsze ślady po Walonach
Pamięć o walońskich poszukiwaczach kultywuje dziś między innymi Sudeckie Bractwo Walońskie, a w Szklarskiej Porębie działa Muzeum Mineralogiczne przybliżające historię wydobycia minerałów w regionie. W Lwówku Śląskim co roku, latem, odbywa się impreza "Agatowe Lato" nawiązująca do lokalnej tradycji poszukiwania agatów. Chętnie odwiedzanym śladem dawnego górnictwa są też Sztolnie Kowarskie w Kowarach, gdzie zaczynała się jedna z pierwszych udokumentowanych działalności górniczych w regionie.
W terenie po Walonach zostały przede wszystkim nazwy miejsc i pojedyncze skały ze znakami, jak wspomniany Waloński Kamień w Przesiece. Warto pamiętać, że odczytywanie takich rytów to wciąż w dużej mierze praca interpretacyjna - łączenie fragmentów zapisanych w księgach z tym, co faktycznie widać dziś na skale, po kilkuset latach wietrzenia i po tym, jak temat walońskich poszukiwaczy sam stał się elementem lokalnej legendy.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się