Skąd wzięła się opowieść o pociągu pełnym złota

Legenda mówi, że pod koniec 1944 roku, gdy front wschodni zbliżał się do Dolnego Śląska, z Wrocławia w kierunku Wałbrzycha wyruszył opancerzony pociąg. Miał wieźć kosztowności, dzieła sztuki i dokumenty ewakuowane przed nadciągającą Armią Czerwoną. Pociąg nigdy nie dotarł do celu - miał zniknąć w jednym z tuneli kolejowych w Górach Sowich, mniej więcej w okolicy 65 kilometra trasy Wrocław - Wałbrzych.

Ta wersja historii przez dekady funkcjonowała jako luźna opowieść, ale swój konkretny kształt zawdzięcza jednemu człowiekowi. W 1953 roku aresztowano Herberta Klosego, który zeznał, że brał udział w przewożeniu około 1,5 tony złota z wrocławskiego prezydium policji. Historyk Tomasz Bonek ustalił później, że to właśnie Klose w praktyce wymyślił legendę o złotym pociągu - najprawdopodobniej po to, by odciągnąć od siebie podejrzenia w innej sprawie. Dziś traktuje się ją jako miejską legendę bez potwierdzenia w dokumentach.

Poszukiwania w czasach PRL

Temat wracał wielokrotnie, zanim stał się medialną sensacją. Już w latach 70. XX wieku zainteresowała się nim Służba Bezpieczeństwa, a poszukiwaniami kierował major Stanisław Siorek. W 1977 roku Tadeusz Słowikowski i Piotr Kruszyński otrzymali oficjalną zgodę na badania terenowe. W latach 80. SB przeszukała jedenaście miejsc w rejonie Wałbrzycha - w żadnym z nich nie znaleziono śladu skarbu.

Jedyne konkretne znalezisko z tego okresu nie ma zresztą nic wspólnego z pociągiem: w listopadzie 1982 roku przy klasztorze w Lubiążu wykopano metalową tubę z ponad tysiącem trzystu srebrnych i złotych monet o łącznej masie ponad 6 kilogramów. To pokazuje, że region rzeczywiście kryje wojenne depozyty - ale nie tłumaczy niczego w sprawie samego pociągu.

2015-2016: georadar, deklaracja konserwatora i wykopaliska

Sprawa nabrała rozmachu w 2015 roku, gdy dwaj poszukiwacze, Piotr Koper i Andreas Richter, zgłosili władzom rzekomą lokalizację pociągu, powołując się na mapę od emerytowanego górnika oraz na wyniki badań georadarem. 28 sierpnia 2015 roku generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski publicznie ocenił, że pociąg prawdopodobnie istnieje. Ta wypowiedź, choć ostrożna w treści, wywołała lawinę zainteresowania mediów z całego świata i falę turystów w Wałbrzychu i okolicach domniemanego miejsca poszukiwań.

Prace ziemne ruszyły koparkami w sierpniu 2016 roku - mimo wcześniejszej opinii konserwatora. Po kilku tygodniach kopania nie znaleziono żadnego śladu pociągu ani tunelu, w którym miałby się ukrywać.

Co faktycznie pokazały badania

Kluczowe pytanie brzmiało, czy sygnał wykryty przez georadar rzeczywiście wskazuje na podziemny obiekt. Naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej przeanalizowali dane i doszli do wniosku, że wykryta anomalia to naturalna formacja skalna, a nie tunel ani wagon. W 2022 roku przeprowadzono kolejną analizę - tym razem dokumentów i zdjęć lotniczych z 1944 roku. Nie znaleziono w rejonie domniemanego tunelu śladów żadnych prac budowlanych na skalę potrzebną do ukrycia pociągu.

Osobny cios w fundamenty legendy zadały badania archiwalne. Historyk Tomasz Bonek wykazał na podstawie niemieckich dokumentów, że złoto berlińskiego Reichsbanku nigdy nie zostało przywiezione w większej ilości do Wrocławia - a to właśnie ono miałoby, według opowieści, jechać pociągiem. Brakuje więc dowodu na sam pociąg, a jednocześnie słabnie podstawa, na której miał opierać się jego domniemany ładunek.

Dlaczego legenda trwa mimo negatywnych wyników

Żadne z przeprowadzonych badań - ani georadarowe, ani wykopaliskowe, ani archiwalne - nie potwierdziło istnienia złotego pociągu. Historia ma jednak wszystkie składniki, które sprawiają, że legendy miejskie żyją własnym życiem niezależnie od faktów: chaos ostatnich miesięcy wojny, prawdziwe przypadki ukrywania kosztowności przez wycofujące się władze niemieckie, rzeczywiste podziemne obiekty budowane w tym samym czasie i regionie (jak nieukończony kompleks Riese w pobliskich Górach Sowich, który ma już swoją osobną historię) oraz jedno publiczne, niejednoznaczne stwierdzenie urzędnika państwowego. Do tego dochodzi gęsta sieć prawdziwych, starych tuneli kolejowych i sztolni górniczych w tym rejonie - łatwo w nie wierzyć, skoro faktycznie coś takiego pod ziemią jest.

Co ta historia zrobiła z Wałbrzychem

Niezależnie od wyniku poszukiwań, sprawa złotego pociągu dała Wałbrzychowi coś, czego wcześniej brakowało - rozpoznawalność w mediach ogólnopolskich i zagranicznych. W szczytowym momencie zainteresowania, w 2015 i 2016 roku, do miasta i okolic zjeżdżali dziennikarze oraz turyści, a lokalne punkty informacji turystycznej odnotowały wzrost ruchu. Miasto, kojarzone wcześniej głównie z górnictwem węgla i zamkiem Książ, zyskało dodatkowy powód, dla którego ludzie wpisują je w wyszukiwarkę. Prasa lokalna po fiasku wykopalisk w 2016 roku uznała sprawę za zamkniętą, ale samo pytanie - czy pod ziemią w Górach Sowich rzeczywiście coś jest - wraca regularnie przy okazji kolejnych rocznic i publikacji.

Dla odwiedzających, którzy chcą zobaczyć prawdziwe, udokumentowane podziemia z tego samego okresu i regionu, zamiast tych hipotetycznych, dobrym punktem wyjścia jest Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu - dawna kopalnia węgla, która dziś pokazuje, jak naprawdę wyglądało drążenie chodników pod tym miastem.