Gwarkowie - ludzie żyjący ze złota i srebra

Gwarkiem nazywano górnika kopiącego rudy metali szlachetnych, a Dolny Śląsk przez stulecia dawał im pracę w kilku ośrodkach naraz. W Złotoryi wydobycie złota sięga średniowiecza - jeszcze w połowie XIII wieku wydobywano tam rocznie blisko pięćdziesiąt kilogramów czystego kruszcu, zanim złoża się wyczerpały, a ostateczny cios górnictwu zadało zalanie kopalń na początku XV wieku. W Złotym Stoku szesnastowieczne górnictwo osiągnęło jeszcze większą skalę: działało tam blisko dwieście kopalń i dwadzieścia hut, a region dostarczał podobno około ośmiu procent ówczesnej europejskiej produkcji złota. Pod miastem drążono w sumie ponad trzysta kilometrów sztolni, z których przez wieki eksploatacji wydobyto około szesnastu ton czystego złota. Praca gwarka polegała na ręcznym kuciu chodników w twardej skale, transportowaniu urobku na powierzchnię i płukaniu rudy w poszukiwaniu ziaren metalu - zajęcie niebezpieczne, zależne od wydajności złoża i kończące się z reguły wtedy, gdy złoże się wyczerpywało albo wydobycie przestawało się opłacać. Podobny los spotkał później górnictwo srebra i miedzi w Boguszowie-Gorcach, gdzie tamtejsze szyby przechodziły kolejno od srebra przez węgiel kamienny po baryt, oraz miasteczko Miedzianka w Rudawach Janowickich, które w szczytowym okresie szesnastowiecznego wydobycia srebra, cyny i miedzi miało ponad sto sześćdziesiąt szybów i sztolni, a dziś po dawnej osadzie górniczej zostały tylko ruiny.

Górnicy węgla i miedzi - zawód, który zmieniał epoki

Obok poszukiwaczy złota i srebra region miał też górnictwo węgla kamiennego, skupione wokół Wałbrzycha, gdzie pierwsze wzmianki o wydobyciu sięgają już XV wieku. Pod ziemią w tym rejonie wydrążono w sumie dwieście pięćdziesiąt cztery kilometry chodników, efekt ponad czterystu lat pracy górniczej, która zakończyła się dopiero 20 września 1996 roku, gdy z kopalni Julia wyjechał ostatni wagonik z węglem. W latach 1945-1998 w Zagłębiu Wałbrzyskim pod ziemią zginęło ponad tysiąc górników. Zupełnie inny rozdział otworzyło odkrycie w 1957 roku ogromnego złoża rudy miedzi między Lubinem a Głogowem, jednego z największych na świecie - to na jego bazie powstało dzisiejsze Zagłębie Miedziowe i zakłady, które do dziś dają pracę tysiącom ludzi w regionie, tyle że już nie ręczną kilofem, lecz z użyciem maszyn górniczych.

Szklarze wędrujący za lasem

W Górach Izerskich hutnictwo szkła rozwinęło zupełnie inny model pracy niż górnictwo - dawne huty nazywano tam wędrującymi, bo cały zakład przenoszono wyżej w góry, gdy wyczerpywał się okoliczny las, zamiast transportować drewno i kwarc w dół rzeki. Wytapiane w takich hutach szkło leśne, po łacinie vitrum silvestre, miało charakterystyczne zielone zabarwienie od zanieczyszczeń zawartych w miejscowym piasku. Ta wędrowna, rozproszona produkcja z czasem skupiła się w stałych ośrodkach, z których najsłynniejszym stała się huta Józefina w Szklarskiej Porębie, otwarta 8 lipca 1842 roku przez hrabiego Leopolda von Schaffgotscha. Jej wyroby zyskały światowy rozgłos po londyńskiej wystawie przemysłowej w 1851 roku, a po wojnie, już jako Huta Szkła Kryształowego Julia, pracowali tam między innymi Henryk Albin Tomaszewski i Jan Owsiewski - to właśnie stamtąd pochodzą żyrandole i kinkiety zawieszone w latach 1953-1955 pod sufitami warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Portal opisuje tradycje szklarskie regionu osobno i szerzej, tu warto tylko zaznaczyć, że dawni szklarze, w odróżnieniu od górników, nie tyle wyczerpywali złoże, ile musieli bez przerwy szukać nowego opału - i że to właśnie brak drewna, a nie brak surowca, najczęściej kończył pracę kolejnej huty w danym miejscu.

Garncarze z tradycją liczącą kilkaset lat

W Bolesławcu wyrób ceramiki ma udokumentowaną historię sięgającą co najmniej 1380 roku, kiedy pojawiają się pierwsze pisemne wzmianki o miejscowych garncarzach, choć wykopaliska archeologiczne potwierdzają produkcję ceramiki w tym miejscu już we wczesnym średniowieczu. W przeciwieństwie do górnictwa złota czy hutnictwa szkła, rzemiosło garncarskie w Bolesławcu nie wygasło - lokalna glina o odpowiednich właściwościach i ciągłość warsztatów pozwoliły przetrwać rzemiosłu do dziś, choć zmieniały się technologie, wzory zdobień i skala produkcji, od pojedynczych warsztatów rzemieślniczych po współczesne manufaktury i fabryki.

Duchy, sztygarzy i język pod ziemią

Praca w kopalni miała własny język i własne zwyczaje, które przetrwały w regionalnych podaniach dłużej niż samo górnictwo. W śląskich i wałbrzyskich kopalniach opowiadano o Skarbniku, duchu w postaci brodatego sztygara z lampką na czole, który ostrzegał górników przed zawałami i pożarami, ale karał tych leniwych i nieostrożnych, prowadząc ich na zgubę. Sztygar, czyli nadzorca robót górniczych pod ziemią, był w tej hierarchii kimś w rodzaju mistrza cechowego - to jego wizerunek nosił legendarny duch kopalni, co dobrze pokazuje, jak bardzo praca pod ziemią miała swoją odrębną, zamkniętą kulturę, zrozumiałą właściwie tylko dla samych górników. Tkactwo, inne wielkie zajęcie regionu, doczekało się na portalu osobnych tekstów o powstaniu tkaczy śląskich z 1844 roku i o architekturze domów tkackich, więc tutaj sygnalizujemy je tylko jako kolejny, równie ważny wątek dawnych zawodów Dolnego Śląska. Podobnie osobno opisani są Walonowie, średniowieczni poszukiwacze kamieni szlachetnych w Górach Izerskich, których legenda ostrzegała ciekawskich przed podglądaniem ich pracy opowieścią o czarnym capie porywającym śmiałka na grzbiet.

Ślady w nazwach i krajobrazie

Dawne zawody zostawiły w regionie ślady trwalsze niż same warsztaty. Nazwy miejscowości wprost odwołują się do dawnego górnictwa - Złotoryja i Złoty Stok noszą w nazwie kruszec, który przez wieki tam wydobywano, a Miedzianka, choć dziś praktycznie nie istnieje jako miasto, zawdzięcza nazwę złożom miedzi eksploatowanym w jej okolicy. Krajobraz Sudetów jest usiany pozostałościami po dawnym przemyśle wydobywczym: nieczynne szyby, hałdy i sztolnie, z których część odremontowano i zamieniono w punkty widokowe, jak dawny szyb górniczy Witold w Boguszowie-Gorcach.

Gdzie dziś zobaczyć narzędzia i warsztaty

Kilka miejsc na Dolnym Śląsku pozwala zobaczyć dawne warsztaty i sprzęt z bliska, zamiast tylko czytać o nich. W Kopalni Złota w Złotym Stoku trasa turystyczna prowadzi przez sztolnie, w których od średniowiecza wydobywano złoto i arsen. W Kopalni Złota Aurelia w Złotoryi można zejść do podziemnego korytarza z nieckami do płukania złota. Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu zajmuje teren dawnej kopalni węgla Julia, z zachowaną łaźnią i maszynami wyciągowymi z 1911 roku, a przy okazji działa tam też pracownia ceramiki. W Sztolniach Kowary zwiedza się z kolei dawną, ściśle strzeżoną kopalnię uranu. Tradycję garncarską dokumentuje Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, prowadzące dwie stałe wystawy ceramiki bolesławieckiej sprzed i po 1945 roku.