Skąd wzięła się ta tradycja

Zwyczaj wystawiania grudniowych kramów na miejskich rynkach ma korzenie w średniowiecznej Europie Środkowej, na obszarze dzisiejszych Niemiec, Austrii i Czech. Najstarsze udokumentowane przywileje na tego rodzaju handel sięgają końca XIII i XIV wieku: w 1296 roku książę Albrecht I zezwolił wiedeńskim kupcom na grudniowy targ, na którym mieszczanie mogli zaopatrzyć się w mięso i zimowe zapasy, monachijski Nikolausmarkt po raz pierwszy odnotowano w 1310 roku, a w 1384 roku król Wacław nadał Budziszynowi prawo do wolnego targu mięsnego trwającego od Michała aż do Bożego Narodzenia. Z czasem do straganów z żywnością dołączyli rzemieślnicy - zabawkarze, koszykarze, cukiernicy - oferujący drobne upominki pod choinkę, a sam zwyczaj rozprzestrzenił się na cały obszar niemieckojęzyczny.

Dolny Śląsk aż do 1945 roku należał do tego samego kręgu kulturowego, więc jarmarki adwentowe na tutejszych rynkach nie są zjawiskiem przeniesionym z zewnątrz, lecz częścią tej samej, wielowiekowej tradycji, która ukształtowała też wrocławski jarmark bożonarodzeniowy - ten ma już osobny materiał na portalu i tu nie jest powtarzany. Region ma jednak znacznie więcej miejsc, gdzie drewniane kramy wracają co roku w okresie adwentu, a każde z nich ma swój rytm i skalę.

Świdnicka Kolęda na miejskim rynku

W Świdnicy jarmark organizowany jest na Rynku w ramach cyklicznego programu miejskich obchodów adwentu znanego jako Świdnicka Kolęda. Do dyspozycji wystawców stawia się tu kilkadziesiąt drewnianych domków handlowych, a całość ma wyraźnie kameralniejszy charakter niż wrocławska edycja - to jarmark miasta średniej wielkości, nie metropolii. Świdnicki rynek sąsiaduje z dwiema najważniejszymi świątyniami miasta: gotycką katedrą świętego Stanisława i świętego Wacława z wieżą najwyższą na całym Śląsku oraz wpisanym na listę UNESCO Kościołem Pokoju, największą drewnianą barokową świątynią w Europie. To właśnie to sąsiedztwo, a nie sama liczba kramów, odróżnia świdnicki jarmark od wrocławskiego - odświętny handel toczy się tu w otoczeniu zabytków, które same w sobie są celem podróży o każdej porze roku.

Legnicka bomba i inne smaki regionu

Region ma też własną, słodką specjalność związaną z zimowym handlem: bombę legnicką, czyli połączenie piernika z ciastem miodowym, znane jako wysokokaloryczny przysmak zimowej pory. Towar ten krążył między miastami śląskimi razem z kupcami, więc trafiał także na kramy poza samą Legnicą. Podobnie jak w niemieckiej tradycji, z której wywodzi się cały zwyczaj, na jarmarkach regionu tradycyjnie pojawiają się pierniki, prażone migdały i orzeszki oraz grzane wino, czyli miejscowa wersja niemieckiego Glühweinu - napój, który rozgrzewa i jednocześnie stał się jednym z rozpoznawalnych symboli tej pory roku w całej Europie Środkowej.

Jelenia Góra, Kłodzko i uzdrowiska - inny rytm

Nie każde miasto regionu prowadzi jarmark świąteczny na skalę Wrocławia czy Świdnicy. Jelenia Góra, brama do Karkonoszy i miasto połączone od 1976 roku z uzdrowiskiem Cieplice, słynie przede wszystkim z zupełnie innej tradycji targowej: dwa razy do roku na Placu Ratuszowym i okolicznych uliczkach starówki odbywa się tu Jarmark Staroci i Osobliwości, organizowany nieprzerwanie od 1973 roku i uchodzący za jeden z największych targów staroci w Polsce. To impreza kolekcjonerska, nie świąteczna, ale pokazuje, że miasto ma silną, ugruntowaną kulturę wielkiego handlu na rynku - tyle że w innym terminie i o innym profilu towarowym.

Kłodzko z kolei to przede wszystkim miasto twierdzy: Twierdza Kłodzko, rozległy system fortyfikacji budowany od średniowiecza po XVIII wiek, z kilometrami podziemnych korytarzy, jest tu głównym celem odwiedzin przez cały rok, a rynek pod fortecą stanowi naturalne tło dla zimowych spacerów po Starym Mieście. Dostępny w tej sesji materiał nie pozwala jednak potwierdzić szczegółów działania tamtejszego jarmarku bożonarodzeniowego ani podobnych wydarzeń w uzdrowiskach Kotliny Kłodzkiej - to jeden z braków tego tekstu, wart sprawdzenia bezpośrednio na miejscu lub w lokalnych źródłach.

Za miedzą: niemiecka strona w zasięgu spaceru

Kto szuka jarmarcznego klimatu poza granicami Polski, nie musi jechać daleko. Zgorzelec i niemiecki Görlitz to w istocie jedno miasto rozdzielone Nysą Łużycką - graniczną rzeką od 1945 roku - a łączy je Most Staromiejski. Górlitz ma jedno z najlepiej zachowanych, wielkoobszarowych centrów historycznych w całych Niemczech, z ponad czterema tysiącami odnowionych zabytkowych budynków, i od 1998 roku tworzy razem ze Zgorzelcem wspólny organizm miejski określany jako Europastadt. Spacer przez most na drugą stronę Nysy, w sam środek niemieckiej starówki, to jedna z najprostszych jednodniowych wycieczek transgranicznych w regionie - choć szczegółów tamtejszego jarmarku, podobnie jak jarmarków po stronie czeskiej, nie udało się w tej sesji zweryfikować źródłowo, więc ten wątek zostaje otwarty.

Jak ominąć tłum

Wrocławski Rynek w środku grudniowego weekendu bywa ścisk. Jarmarki w mniejszych miastach regionu - Świdnicy, a częściowo też na rynkach Legnicy czy Jeleniej Góry - z natury rzeczy przyciągają mniej osób niż stołeczna, wieloulicowa edycja, więc łatwiej tam o spokojny spacer między kramami bez czekania w kolejce do każdego stoiska. Sprawdza się też prosta zasada: dni robocze i godziny przedpołudniowe są spokojniejsze niż popołudnia weekendów, a wybór jarmarku w miasteczku zamiast w dużym mieście często oznacza tę samą atmosferę bez tłoku charakterystycznego dla największych ośrodków.