Zanim w Sudetach powstały stałe fabryki szkła, przez wieki po tutejszych lasach wędrowały prowizoryczne piece hutnicze. Nie stał za tym przypadek ani upodobanie do koczowniczego trybu życia, lecz surowiec, który się kończył: drewno.
Piec, który zjadał las
Wytop szkła w epoce przed węglem kamiennym pochłaniał ogromne ilości drewna. Opalało się nim piec hutniczy, a z popiołu drzewnego wypalano potaż, czyli węglan potasu potrzebny do stopienia piasku kwarcowego w masę szklaną. Jeden sezon pracy huty potrafił ogołocić z drzewostanu spory obszar wokół pieca. Gdy okoliczny las w promieniu opłacalnego transportu został wyeksploatowany, taniej było zbudować nowy piec kawałek dalej, bliżej kolejnego drzewostanu, niż wozić drewno i kwarc na duże odległości. Dlatego huty leśne przesuwały się z pokolenia na pokolenie, zostawiając za sobą wypalone polany i idąc dalej w głąb puszczy.
Pierwszy udokumentowany piec hutniczy na ziemiach polskich działał już około 1310 roku pod Poznaniem, ale w Sudetach produkcja szkła leśnego rozwinęła się na dobre później, głównie między XIV a XVI wiekiem. Najwcześniej huty pojawiły się w południowej części Kotliny Kłodzkiej, w okolicach dzisiejszych Idzikowa, Marcinkowa i Długopola Górnego. Stamtąd, w ślad za kurczącym się lasem, wędrówka prowadziła dalej na północ i w wyższe partie gór.
Dlaczego akurat las bukowy
Huty leśne lokowano tam, gdzie rosły lasy z przewagą buka. Drewno bukowe dawało dobry żar i, co ważniejsze, popiół bogaty w potaż - lepszy surowiec do warzenia szkła niż popiół z drzew iglastych. To dlatego mapa wędrówek hut w Sudetach pokrywa się z dawnymi zasięgami buczyn, a nie po prostu z granicami lasu w ogóle. Gdy w XVI wieku władze zaczęły chronić przetrzebiony drzewostan w Kotlinie Kłodzkiej, produkcja przesunęła się na północne przedgórze Gór Sowich, w kolejne, jeszcze nietknięte kompleksy leśne.
W Górach Izerskich i Karkonoszach ten sam mechanizm działał aż do XIX wieku. Szklarska Poręba jest tego najlepszym przykładem: od połowy XIV do XVII wieku tamtejszy zakład szklarski aż pięciokrotnie zmieniał miejsce, zawsze o kawałek dalej w górę doliny, bliżej niewyeksploatowanego lasu.
Szkło koloru lasu
Wytapiane w prowizorycznych piecach szkło nazywano leśnym, po łacinie vitrum silvestre. Miało ono charakterystyczne, zielonkawe zabarwienie, które nie było zamierzonym efektem zdobniczym, lecz skutkiem zanieczyszczeń tlenkami żelaza obecnymi w miejscowym piasku i w popiele drzewnym. Im surowiec był mniej oczyszczony, tym intensywniejsza barwa - od jasnej zieleni po głęboki, butelkowy odcień. Dopiero późniejsze techniki oczyszczania piasku kwarcowego, rozwijane już w stałych, murowanych hutach, pozwoliły uzyskać szkło bezbarwne i w pełni przejrzyste.
Szkło leśne było więc produktem swojego miejsca powstania w dosłownym sensie: zmieniało odcień razem z tym, jaki piasek i jakie drewno akurat miała pod ręką dana huta. Dla dzisiejszego oka to raczej mankament niż walor, ale w epoce, gdy liczyła się przede wszystkim użyteczność naczynia czy szyby, zielonkawy odcień nikogo nie dziwił.
Ślady na mapie i w lesie
Po wędrujących hutach w polskich górach zostało niewiele fizycznych reliktów - dawne piece były prowizoryczne i po zamknięciu huty rozbierane albo po prostu porzucane. Trwalszym śladem okazała się nazwa. W miejscach, gdzie kiedyś stał piec hutniczy, do dziś spotyka się toponimy w rodzaju Huta, Stara Huta czy Hucisko - w samej Polsce naliczono kilkanaście miejscowości o nazwach Szklana Huta albo Huta Szklana, i większość z nich zawdzięcza tę nazwę właśnie dawnemu rzemiosłu szklarskiemu, a nie hutnictwu metali.
W Górach Izerskich i Karkonoszach ta pamięć jest bardziej rozproszona niż w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie nazewnictwo zachowało się w czystszej formie. Tym, co po sudeckich hutach leśnych zostało najtrwalej, jest sama Szklarska Poręba - miejscowość, która wzięła nazwę od rzemiosła, choć stojąca dziś w jej granicach zabudowa jest już świadectwem czasów, gdy huta przestała wędrować i osiadła na stałe.
Koniec wędrówki
Era hut wędrujących skończyła się, gdy zmieniła się ekonomika produkcji. W XIX wieku rozwój transportu i dostęp do surowców z dalszych okolic sprawiły, że taniej było wozić drewno i piasek do jednego, dużego, murowanego zakładu niż budować kolejny prowizoryczny piec za każdym razem, gdy las się wyczerpywał. W Szklarskiej Porębie tę zmianę symbolizuje huta Józefina, założona w latach czterdziestych XIX wieku - stały, przemysłowy zakład, a nie kolejna leśna huta wędrowna. O jej dalszych losach, aż po dzisiejszą tradycję kryształu ze Szklarskiej Poręby, portal pisze w osobnym artykule.
Surowca do tych późniejszych, stałych hut nie trzeba już było szukać w byle jakim lesie - kwarc do produkcji szkła wydobywano choćby w kopalni kwarcu „Stanisław” w Górach Izerskich, jednej z najwyżej położonych kopalń odkrywkowych w środkowej Europie. Dziś o mineralnym zapleczu regionu, które przez wieki napędzało wędrujące i stałe huty, opowiadają zbiory Muzeum Mineralogicznego w Szklarskiej Porębie.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się