Skała, która stygła w wulkanicznej żyle

Na stokach Gór Suchych, między szczytami Klina i Bukowca, leży czynny kamieniołom, który wydobywa skałę znaną od dawna jako melafir. Współczesna geologia klasyfikuje ją jako trachyandezyt - skałę wulkaniczną barwy ciemnoszarej, o drobnoziarnistej budowie. Powstała z magmy, która nie wydostała się na powierzchnię jako lawa z krateru, tylko zastygła pod ziemią, wciśnięta między starsze warstwy skalne w postaci intruzji zwanej sillem. Działo się to w dolnym permie, a więc niemal 300 milionów lat temu, gdy w tej części dzisiejszych Sudetów trwała aktywność wulkaniczna związana z zapadliskiem zwanym nieckę śródsudecką.

Wyrobisko w Rybnicy Leśnej eksploatuje jedną z największych tego typu żył trachyandezytu w regionie - masyw o znacznej miąższości, ciągnący się w terenie na przestrzeni kilku kilometrów. To właśnie dlatego złoże okazało się na tyle duże, by prowadzić tu wydobycie przemysłowe od niemal stu lat.

Skala wyrobiska i do czego trafia kamień

Kamieniołom działa od 1935 roku. Wydobycie było czasowo wstrzymane w 2015 roku, ale dziś zakład znów pracuje pełną parą. Odkrywka ma dziewięć pięter i jest eksploatowana metodą strzałową - kolejne partie skały odstrzeliwuje się materiałami wybuchowymi, a potem kruszy i sortuje na frakcje. Roczna produkcja sięga około 1,7 miliona ton kruszywa, przy udokumentowanych zasobach złoża szacowanych na 160 milionów ton.

Trachyandezyt z Rybnicy Leśnej, podobnie jak inne skały tego typu wydobywane w Sudetach, trafia głównie do budownictwa drogowego i kolejowego - jako kruszywo do nawierzchni dróg oraz podsypki pod tory. To surowiec przemysłowy, nie kamień ozdobny czy budowlany w tym sensie, w jakim bywa nim na przykład granit.

Co odsłonił kamieniołom dla geologów

Dla geologów wyrobisko jest dziś czymś więcej niż źródłem kruszywa - to sztuczne odsłonięcie, w którym widać przekrój przez wulkaniczną żyłę, niedostępny nigdzie indziej w tej okolicy w naturalny sposób. W ścianach kolejnych pięter odkrywki czytelna jest budowa masywu trachyandezytowego, jednego z największych tego typu w niecce śródsudeckiej. Z tego powodu punkt bywa wymieniany jako stanowisko geoturystyczne, mimo że nie ma tu żadnej infrastruktury zwiedzania - to po prostu ściana czynnej kopalni, którą można oglądać z dystansu.

Skały wulkaniczne z grupy melafirów, do których zalicza się też trachyandezyt, mają zwykle budowę porfirową z teksturą migdałowcową - oznacza to, że w stygnącej magmie powstawały pęcherzyki gazu, które z czasem zamieniały się w drobne, zaokrąglone puste komory w skale. W takich pustkach, w sprzyjających warunkach, krążące później wody mogą osadzać minerały wtórne, takie jak kwarc, chalcedon czy agat. Dostępne źródła o kamieniołomie w Rybnicy Leśnej nie potwierdzają jednak, czy takie okazy rzeczywiście są tu znajdowane - to ogólna cecha skał tego typu, nie opisany fakt z tego konkretnego wyrobiska, więc traktować ją trzeba ostrożnie, jako możliwość, a nie pewnik.

Ochrona przyrody tuż za miedzą

Kamieniołom sąsiaduje z terenami chronionymi - graniczy z Parkiem Krajobrazowym Sudetów Wałbrzyskich oraz z obszarem sieci Natura 2000. To sąsiedztwo czynnego zakładu przemysłowego i obszaru chronionego jest w Sudetach dość typowe: wydobycie skał magmowych od dawna koncentruje się w miejscach, gdzie twarda skała wychodzi blisko powierzchni, a takie miejsca to zwykle też strome, słabo zabudowane stoki, które z czasem obejmowano ochroną przyrody. Granica między jednym a drugim bywa więc bardzo bliska - w tym przypadku to kwestia pojedynczych szlaków i dróg dojazdowych.

Zasady wstępu: to zakład przemysłowy, nie atrakcja turystyczna

Kamieniołom w Rybnicy Leśnej jest czynnym przedsiębiorstwem wydobywczym, a nie obiektem przystosowanym do zwiedzania. Wejście na teren odkrywki jest zabronione - trwają tam prace strzałowe i porusza się ciężki sprzęt, więc to zwyczajnie niebezpieczne miejsce dla osób postronnych. Widok na wyrobisko, maszyny, kruszarki, przesiewacze i przenośniki taśmowe, można za to obejrzeć z zewnątrz: z pobliskiej drogi oraz z biegnących w tej okolicy szlaków turystycznych - niebieskiego i czerwonego, prowadzących w stronę schroniska PTTK Andrzejówka. To wystarcza, żeby zorientować się w skali wydobycia, bez wchodzenia na teren zakładu.

W drodze na szlak warto zajrzeć też na pobliski szczyt Krzywuchy, zbudowany z tej samej skały co kamieniołom w dole - to dobry punkt, żeby zobaczyć, jak wygląda ta sama formacja geologiczna w naturalnym, niezmienionym wydobyciem stanie.