Dwa wykopy w tym samym miejscu

Skarb średzki ujawnił się w Środzie Śląskiej dwa razy, w odstępie trzech lat, w tym samym miejscu przy dzisiejszej ulicy Daszyńskiego. Za pierwszym razem, w czerwcu 1985 roku, robotnicy przygotowujący wykop pod fundamenty budynku centrali telefonicznej natrafili na gliniany dzban wypełniony srebrnymi monetami z XIV wieku - groszami praskimi i miśnieńskimi. Znalezisko trafiło do Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, a teren robót wydawał się przebadany do końca.

Okazało się inaczej. 24 maja 1988 roku, niemal w tym samym miejscu, koparka odsłoniła drugą, znacznie bogatszą część skarbu. Tym razem na budowie zapanował chaos: na wieść o złocie na plac wdarło się kilkadziesiąt osób, które wyrywały sobie monety z rąk, a część gruzu z wykopu zdążyła już odjechać wywrotką na wysypisko, zanim ktokolwiek zorientował się, co się stało. Poszukiwacze przeczesali później hałdę i odzyskali z niej kolejną partię monet, a archeolodzy z Wrocławia dosypali do tego własne znalezisko z terenu budowy.

Korona, monety i biżuteria sprzed siedmiuset lat

Z ziemi wydobyto łącznie blisko osiem tysięcy monet srebrnych i kilkadziesiąt złotych - źródła podają nieco różniące się liczby, w granicach 3,9 do niemal 7,7 tysiąca sztuk srebra, w zależności od tego, czy liczą tylko odzyskane egzemplarze, czy też monety, które udało się odkupić od znalazców w kolejnych latach. Obok pieniądza w skarbie znalazły się elementy złotej gotyckiej korony zaślubin - osiem segmentów zwieńczonych orłami, do których z czasem doszedł jeszcze jeden odzyskany egzemplarz - a także kolista zapona zdobiona kameą, zawieszki z motywami włoskimi i bałkańskimi, bransoleta, trzy ozdobne pierścienie i wąska taśma ze złotej blachy.

To właśnie korona uczyniła ze średzkiego znaleziska jeden z najcenniejszych skarbów odkrytych w powojennej Polsce. Jej wartość szacuje się dziś w publikacjach popularnych na kilkaset milionów złotych, choć podawane liczby różnią się między sobą i mają charakter orientacyjny - trudno wycenić przedmiot, który nie jest przeznaczony do sprzedaży.

Czyja to była korona

Wokół właściciela korony narosło kilka hipotez, żadna nie ma dziś statusu pewnika. Najczęściej przywoływana łączy klejnoty z Karolem IV Luksemburskim, przyszłym cesarzem rzymskim, i jego zabiegami o koronę cesarską w połowie XIV wieku. 28 października 1348 roku zamożny średzki Żyd o imieniu Mojżesz (w źródłach niemieckich Mosche) uzyskał od władz prawo trzyletniego pobytu na Dolnym Śląsku w zamian za pożyczenie Karolowi kapitału na tę kampanię dynastyczną. Według tej wersji klejnoty, w tym korona, trafiły do Mojżesza jako zastaw za udzieloną pożyczkę.

Sama korona bywa też łączona z żoną Karola IV, Blanką de Valois, która zmarła w 1348 roku, lub z inną arystokratką tamtej epoki - część badaczy wskazuje na wiano wniesione przez Annę Świdnicką przy zaślubinach z Karolem IV. Dodatkowej poszlaki dostarcza jeden z pierścieni ozdobiony symbolami słońca i księżyca, w którym część historyków dopatruje się zaszyfrowanego imienia Mojżesz. Żadnej z tych hipotez nie da się dziś potwierdzić w stu procentach - skarb nie zostawił po sobie dokumentu, który rozstrzygałby sprawę własności.

Dlaczego skarb w ogóle ukryto

Połowa XIV wieku to w Europie czas epidemii czarnej śmierci i fali pogromów, w których winą za zarazę obarczano żydowskich mieszkańców miast. W tych okolicznościach ukrycie majątku w ziemi było racjonalnym zabezpieczeniem, nie kaprysem. Jedna z hipotez łączy miejsce ukrycia skarbu z sąsiedztwem dawnej synagogi - nazwa dzisiejszej ulicy Daszyńskiego ma się wywodzić od hebrajskiego określenia rabina, co sugerowałoby, że w tej części miasta funkcjonowała gmina żydowska. Mojżesz, właściciel lub depozytariusz kosztowności, najpewniej zginął w zamieszkach tamtego okresu i nigdy nie wrócił po swój depozyt, który przeleżał w ziemi ponad sześćset lat.

Co działo się ze skarbem po odkryciu

Losy skarbu po 1988 roku same w sobie są historią pełną zwrotów. Część znalazców zataiła i zatrzymała dla siebie elementy złota, obawiając się, że władze po prostu przetopią kosztowności na kruszec. W sierpniu 1988 roku ówczesny minister kultury zaproponował wykup pozostałych przedmiotów od znalazców za trzykrotność wartości samego kruszcu, co miało zachęcić ludzi do oddania klejnotów w całości, a nie w postaci stopionego złota. Mimo to część elementów korony przez lata krążyła poza muzealną ewidencją. Dopiero w 2005 roku, dzięki działaniom policji i służb specjalnych, odzyskano kolejną partię precjozów od dwóch mieszkańców Torunia, którzy próbowali je sprzedać - obaj usłyszeli wyroki więzienia w zawieszeniu oraz grzywny.

Gdzie dziś można obejrzeć skarb

Elementy skarbu średzkiego są dziś rozproszone między kilkoma placówkami na Dolnym Śląsku: częścią zbiorów dysponuje Muzeum Archeologiczne we Wrocławiu, część trafiła do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, a fragment ekspozycji można zobaczyć w miejscu znalezienia, w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej, urządzonym w zabytkowym Starym Ratuszu. To właśnie tamtejsza ekspozycja pozwala zobaczyć skarb w kontekście miasta, w którym przeleżał w ziemi ponad sześć wieków, i w którym wciąż nie brakuje pytań bez ostatecznej odpowiedzi.