Miasto zbudowane na cudzym dobytku

Handel starociami we Wrocławiu ma korzenie w wydarzeniach powojennych. Podczas drugiej wojny światowej zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo około 70 procent zabudowy miasta, a w styczniu 1945 roku władze Festung Breslau przeprowadziły przymusową ewakuację cywilów w mrozie sięgającym minus 20 stopni. Po zakończeniu walk zaczęło się wysiedlanie ludności niemieckiej - proces ruszył 1 października 1945 roku od dzielnicy Kowale, w samym październiku miasto opuściło ponad 12,5 tysiąca osób, a do 3 grudnia kolejnych blisko 29,6 tysiąca. Do końca roku granicę zachodnią przekroczyło około 600 tysięcy Niemców z całego regionu.

W opuszczanych mieszkaniach i domach zostawał cały dobytek poprzednich mieszkańców - meble, naczynia, książki, drobiazgi codziennego użytku. Do miasta napływali tymczasem polscy osadnicy, nazywani później "pionierami", głównie z Kresów Wschodnich spod Lwowa i Stanisławowa, a także z Wileńszczyzny i Wielkopolski. Przez długi czas nie mieli pewności, czy zostaną tu na stałe, co sprzyjało traktowaniu miasta jako źródła prowizorycznego zaopatrzenia. Tak zostawione i przejmowane bez formalności przedmioty poniemieckie weszły do lokalnego obiegu i z czasem stały się fundamentem handlu starociami, jaki do dziś toczy się na wrocławskich placach i targowiskach.

Hala Targowa - stulecie handlu pod betonowymi łukami

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem codziennego handlu na Starym Mieście jest Hala Targowa przy ulicy Piaskowej. Zbudowano ją w latach 1906-1908 według projektu Richarda Plüddemanna i Heinricha Küstera, w miejscu dawnego dworu biskupów lubuskich, przebudowanego wcześniej na Arsenał Piaskowy. Halę wzniesiono na parabolicznych łukach z betonu zbrojonego o rozpiętości 20,65 metra, co w czasie budowy uchodziło za osiągnięcie inżynierskie na skalę światową, a neogotycka elewacja nawiązuje do gmachu giełdy w Amsterdamie. Budynek przetrwał wojnę w stosunkowo dobrym stanie, po prowizorycznych naprawach z lat 1947-1948 przeszedł gruntowny remont w latach 1980-1983 i dziś ma status zabytku.

Hala działa od poniedziałku do soboty, w niedziele jest zamknięta. Oprócz warzyw, nabiału i wędlin można tu znaleźć stoiska z rękodziełem, biżuterią i ceramiką, co czyni ją naturalnym punktem, w którym poszukiwacze starych przedmiotów zaczynają obchód miasta.

Pchle targi i giełdy w różnych dzielnicach

Poza halą Wrocław ma sieć cyklicznych pchlich targów, rozrzuconych po różnych częściach miasta. Co miesiąc, w drugą niedzielę, odbywa się pchli targ przy Centrum Historii Zajezdnia na Kozanowie - muzeum poświęconym powojennym dziejom miasta i regionu, co dodaje temu miejscu pewnej symboliki. Trzecią niedzielę miesiąca targ przenosi się na plac przy alei Damiana De Veuster na Szczepinie, w ramach inicjatywy Serce Szczepina. Podobny, choć mniej sformalizowany charakter ma trzeci weekend miesiąca na targowisku przy ulicy Niedźwiedziej.

Do tego dochodzą targi niedzielne o dłuższej tradycji lokalnej - przy dawnym dworcu Wrocław Świebodzki, znane z różnorodności wystawianego towaru, oraz targ "Na Młynie", gdzie obok produktów lokalnych i żywności pojawiają się stragany z antykami i przedmiotami z drugiej ręki. Każde z tych miejsc ma inny rytm i inną publiczność, więc kolekcjonerzy starających się o konkretny typ przedmiotu zwykle obchodzą kilka z nich po kolei.

Targ staroci, antykwariat i lumpeks - to nie to samo

Te trzy formy handlu bywają mylone, choć rządzą się różnymi zasadami. Pchli targ i giełda staroci to handel doraźny, zwykle na wolnym powietrzu lub pod prowizorycznym zadaszeniem, gdzie na jednym stole może leżeć obok siebie wartościowy przedmiot i zwykły grat - selekcji dokonuje sam kupujący, a ceny są wynikiem targowania się na miejscu. Antykwariat to stały lokal, w którym prowadzący zwykle specjalizuje się w jednej kategorii, najczęściej książkach lub konkretnym typie przedmiotów, i sam dokonuje wstępnej selekcji oraz wyceny towaru.

Lumpeks czy sklep second-hand to zupełnie inna branża - odzież z odzysku, sprowadzana hurtowo, bez pretensji do wartości kolekcjonerskiej pojedynczej sztuki. We Wrocławiu działa 61 tego typu punktów rozsianych po całym mieście, co pokazuje skalę tego handlu, ale nie należy go mylić z targiem staroci - to inny towar, inni sprzedawcy i inny sposób ustalania ceny.

Czego szukają kolekcjonerzy

Na wrocławskich kramach krążą przede wszystkim przedmioty codziennego użytku sprzed dekad - meble, sprzęty gospodarstwa domowego, drobna galanteria, książki, pocztówki i pamiątkowe bibeloty. Część z nich ma rodowód sięgający opisanej wyżej historii miasta, choć przy pojedynczym przedmiocie z reguły trudno to udowodnić bez dokumentacji. Stałym elementem oferty bywa też ceramika i szkło, rzemiosło i drobne wyroby artystyczne, jakie oferuje między innymi Hala Targowa poza swoją podstawową, spożywczą częścią.

Dokładne kategorie, na które najbardziej poluje wrocławskie środowisko kolekcjonerskie, nie są jednoznacznie udokumentowane - warto zatem traktować obchód targów jako poszukiwanie z otwartą głową, a nie realizację gotowej listy zakupów.

Jak nie dać się nabić w butelkę

Na targu staroci nikt nie odpowiada formalnie za autentyczność towaru, więc ostrożność leży po stronie kupującego. Zanim przedmiot zmieni właściciela, warto poprosić sprzedawcę o opowiedzenie, skąd on pochodzi - sensowna, spójna historia to lepszy sygnał niż sama metryczka czy sygnatura na spodzie naczynia, które łatwo podrobić. Przy porcelanie i szkle pomaga porównanie kilku egzemplarzy tego samego typu obok siebie, bo różnice w wykończeniu czy wadze zdradzają kopię. Ceny warto zestawiać między kilkoma straganami tego samego dnia, zamiast decydować się na pierwszą ofertę, a przy droższych zakupach dobrze zapytać, czy sprzedawca wystawi pisemne potwierdzenie transakcji. Antykwariaty, w odróżnieniu od pchlich targów, zwykle takie potwierdzenie wystawiają od ręki, co bywa istotne przy przedmiotach o większej wartości.