Dlaczego akurat Sudety

Podgórskie i górskie tereny Sudetów nie nadawały się do uprawy zbóż na skalę towarową - strome zbocza, chudsza gleba i krótszy sezon wegetacyjny nie dawały takich plonów jak niziny. Za to len rósł tu dobrze, a chłodny, wilgotny klimat regionu sprzyjał też lnianej przędzy: włókno moczone i suszone na miejscu łatwiej zachowywało odpowiednią wilgotność do przędzenia. Gospodarstwa zbyt małe, by wyżywić się z samej roli, szukały dodatkowego zarobku, a tkactwo dawało go bez konieczności posiadania dużego areału. W Kamiennej Górze tkactwo lnu oraz produkcja wełny z domieszką lnu rozwinęły się już od XVI wieku, razem z handlem płótnem na dużą skalę - miasto słynęło wtedy z czterech dorocznych jarmarków i cotygodniowego targu płócien. Podobną drogą poszło Chełmsko Śląskie, gdzie od XVI wieku rozwijało się sukiennictwo i płóciennictwo, a w drugiej połowie XVII wieku intensywnie rosło tkactwo chałupnicze.

Praca chałupnika i system nakładczy

Tkactwo lniane w Sudetach było przez wieki pracą domową, nie fabryczną. Chałupnik miał w swojej izbie krosno i pracował na nim we własnym gospodarstwie, często razem z całą rodziną - dzieci przędły nici, dorośli tkali płótno. Surowiec i zlecenia dostarczał zwykle kupiec-nakładca: to on kupował len albo przędzę, rozdawał ją tkaczom do domów, a potem odbierał gotowe płótno i sprzedawał je dalej, zatrzymując swoją marżę. Tkacz nie był więc niezależnym rzemieślnikiem sprzedającym własny towar na targu, tylko ogniwem w łańcuchu, które nie miało wpływu na cenę surowca ani na cenę odbioru. Ten układ - wygodny dla kupców, bo nie wymagał budowy fabryki ani zatrudniania pracowników na etacie - decydował też o tym, jak bardzo tkacze byli zależni od koniunktury i od uczciwości nakładcy.

Handel płótnem i bogactwo, jakie z niego wyrosło

Płótno sudeckie sprzedawano nie tylko na Śląsku. Z Chełmska Śląskiego wyroby chałupniczych tkaczy trafiały do handlu w całej Europie, a nawet za ocean, do Ameryki. To właśnie ten handel dał miastom regionu dawny dobrobyt widoczny dziś w architekturze - kamienicach na rynkach w Kamiennej Górze czy Chełmsku Śląskim, budowanych z pieniędzy zarobionych na płótnie, nie na roli. W Chełmsku Śląskim ślad po zamożnych rzemieślnikach z importu zostawili nawet emigranci z Niemiec, tkaczki wyrabiające drogi adamaszek - jedwabną tkaninę luksusową - dla których na początku XVIII wieku zbudowano osobny zespół siedmiu drewnianych domów.

Kryzys: maszyny i bawełna

Wiek XIX odwrócił ten układ. W Kamiennej Górze w 1841 roku powstała pierwsza mechaniczna przędzalnia, a w 1852 roku pierwsza mechaniczna tkalnia - od tego momentu jedna fabryka robiła w krótszym czasie to, na co wcześniej pracowały dziesiątki chałupniczych izb. Do tego doszedł import taniej bawełny, która wypierała len z rynku tekstyliów. Chałupnicy nie mieli szans konkurować cenowo z maszynami, a nakładcy, którzy wcześniej rozdawali im zlecenia, coraz częściej przenosili produkcję do własnych fabryk. Efektem był narastający przez dekady kryzys chałupniczego tkactwa lnianego w całych Sudetach - z gwałtownymi spadkami cen płótna, masowymi zwolnieniami i głodowymi zarobkami tych, którzy przy krosnach jeszcze zostali.

Punkt kulminacyjny: rok 1844

Ten kryzys doprowadził w czerwcu 1844 roku do gwałtownego wybuchu niezadowolenia tkaczy w Pieszycach i Bielawie, znanego jako powstanie tkaczy śląskich - stłumionego przez pruskie wojsko w ciągu kilku dni, z ofiarami śmiertelnymi po obu stronach. To wydarzenie ma na portalu osobny artykuł, więc tutaj wystarczy zaznaczyć jego wagę: dla ówczesnej Europy był to jeden z pierwszych masowych protestów robotników przemysłowych, a dla literatury - temat dramatu Gerharta Hauptmanna "Tkacze", za który autor związany z regionem otrzymał w 1912 roku Literacką Nagrodę Nobla.

Domy tkaczy jako ślad w architekturze

Charakterystyczna dla Sudetów forma budowlana, dom przysłupowy, powstała najprawdopodobniej właśnie z myślą o pracy tkackiej. Krosno ustawione w głównej izbie wywoływało podczas pracy spore drgania, dlatego górne piętro takich domów opiera się nie na wewnętrznych ścianach, tylko na osobnej, zewnętrznej konstrukcji słupowej - przysłupie. Dzięki temu wibracje pracy tkackiej nie przenosiły się na całą konstrukcję budynku. Domy przysłupowe rozprzestrzeniły się ze średniowiecznych Górnych Łużyc na północne Czechy i południowo-zachodnią Polskę; dziś w całym tym pograniczu zachowało się szacunkowo 17 tysięcy takich budynków, z czego w Polsce około 400, głównie w okolicach Bogatyni. W samym Chełmsku Śląskim do dziś stoi jeden z oryginalnego zespołu siedmiu domów wybudowanych dla tkaczek adamaszku - dziś znany jako część zespołu "Dwunastu Apostołów". Śladem dawnego rzemiosła jest też Baszta Tkaczy w Chojnowie, gotycka baszta z XV wieku przy dawnej ulicy Tkackiej, oraz stojąca na tamtejszym rynku Fontanna Tkacza z figurą przedstawiającą postać rzemieślnika przy pracy.

Co zostało z tego rzemiosła dziś

Przemysłowe tkactwo, które wyrosło z chałupniczego, przetrwało w regionie znacznie dłużej niż sama praca chałupników - jeszcze w XX wieku duże zakłady włókiennicze działały między innymi w Bielawie, gdzie fabrykę założył w 1805 roku Christian Dierig, choć z czasem produkcja przestawiła się głównie na bawełnę. Ten przemysł też jednak przeminął: bielawski zakład, symbol epoki fabrycznej, zamknięto ostatecznie w 2008 roku, a jego dawne hale mieszczą dziś placówkę muzealną. Samo rzemiosło tkackie, w wersji rękodzielniczej i lnianej, dokumentuje Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze, mieszczące się w XVIII-wiecznej kamienicy dawnego kupca. Prowadzi ono wystawy stałe i czasowe poświęcone tkactwu ludowemu i przemysłowemu, warsztaty dla grup oraz pracownię konserwatorską - miejsce, w którym najłatwiej dziś zobaczyć krosno z bliska i zrozumieć, jak wyglądała praca, która przez wieki utrzymywała całe sudeckie miasteczka.