Szklarska Poręba zawdzięcza nazwę nie górom ani rzece, lecz rzemiosłu, które osiedliło się w tej dolinie na długo przed dzisiejszym kurortem narciarskim. Przez wieki po lasach Karkonoszy i Gór Izerskich wędrowały huty szkła, aż jedna z nich, Józefina, została tu na stałe i dała początek tradycji, która przetrwała do dziś pod nazwą Julia.

Huty, które chodziły za lasem

Zanim w XIX wieku powstały stałe, murowane zakłady, produkcja szkła w Sudetach opierała się na tak zwanych hutach wędrujących. Wytop szkła wymagał ogromnych ilości drewna: opalało się nim piece, a z popiołu drzewnego pozyskiwano potaż potrzebny do stopienia piasku kwarcowego. Gdy okoliczny las w promieniu opłacalnego transportu został wyeksploatowany, prościej było zbudować nowy piec kawałek dalej, bliżej kolejnego drzewostanu, niż wozić drewno i kwarc na duże odległości w dół doliny. Dlatego kolejne pokolenia hut przesuwały się w górę zboczy, zostawiając za sobą wypalone polany.

Wytapiane w ten sposób szkło nazywano leśnym - z łaciny vitrum silvestre. Miało ono charakterystyczne, zielonkawe zabarwienie, które nie było celowym efektem zdobniczym, lecz skutkiem zanieczyszczeń żelazem obecnych w miejscowym piasku i popiele. Dopiero późniejsze techniki oczyszczania surowca pozwoliły uzyskać szkło bezbarwne i w pełni przejrzyste, na którym można było pokazać kunszt szlifierza.

Ślady tej wędrującej gospodarki widać też w okolicznych miejscowościach. Czerniawa-Zdrój powstała w XVII wieku wokół huty szkła należącej do rodu Schaffgotschów, gdy osiedlili się tam czescy protestanci uciekający przed prześladowaniami religijnymi - to ten sam ród, który dwa wieki później ufundował hutę w Szklarskiej Porębie.

Narodziny Józefiny

Hutę szkła Józefina w Szklarskiej Porębie założył hrabia Leopold von Schaffgotsch, a jej budowę rozpoczęto w marcu 1841 roku. Pierwsze wyroby opuściły zakład w połowie 1842 roku, oficjalne otwarcie datuje się na 8 lipca tego roku. Nazwa huty pochodzi od imienia żony fundatora. Nad budową i pierwszymi latami działalności czuwał Franz Pohl, ostatni przedstawiciel czeskiego rodu mistrzów szklarskich Preusslerów, którzy od pokoleń trudnili się tym rzemiosłem po drugiej stronie gór.

Już w pierwszym roku działania fabryka zatrudniała 135 osób, a jej infrastruktura obejmowała piec topniczy, tłuczkarnię do przygotowania surowca, szlifiernię oraz magazyny. Był to więc od początku zakład przemysłowy, a nie kolejna leśna huta wędrowna - stały, wyposażony w linię produkcyjną obejmującą zarówno wytop, jak i obróbkę gotowych wyrobów.

Rozgłos na londyńskiej wystawie

Sławę na skalę europejską przyniosła hucie Józefina wielka wystawa przemysłowa w Londynie w 1851 roku. Zaprezentowano tam między innymi dwa błękitno-białe kryształowe puchary z grawerowanymi wizerunkami królowej Wiktorii i księcia Alberta - wyroby, które pokazały, że szklarze znad Kamiennej mogą konkurować z najlepszymi hutami kontynentu. Od tego momentu produkty Józefiny trafiały do odbiorców daleko poza Śląskiem, a sama huta zaliczana była do najlepszych na świecie w swojej dziedzinie.

Od Józefiny do Julii

Po 1945 roku, gdy Szklarska Poręba znalazła się w granicach Polski, produkcja w dawnej Józefinie nie została przerwana, choć zmieniła się załoga i zarząd zakładu. Od 1956 roku fabryka działała pod nową nazwą - Huta Szkła Kryształowego Julia - i pod tym szyldem funkcjonowała aż do zamknięcia w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

W powojennych dekadach w hucie tworzyli uznani artyści szkła, między innymi Henryk Albin Tomaszewski i Jan Owsiewski, a także małżeństwo Regina i Aleksander Puchałowie. To właśnie w tym okresie, w latach 1953-1955, w Julii powstały żyrandole i kinkiety, które zawisły pod sufitami warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki - jedna z bardziej rozpoznawalnych realizacji śląskiego szklarstwa artystycznego w powojennej Polsce.

Ręka szlifierza

Zdobienie kryształu ze Szklarskiej Poręby opierało się na szlifie ręcznym, czyli nadawaniu powierzchni gładkich lub fasetowanych wzorów za pomocą wirujących tarcz szlifierskich z dodatkiem sypkich środków ściernych, a wykończenie polerowano do pełnej przejrzystości. Grawerowanie, jak w przypadku wspomnianych pucharów z wizerunkami monarchów, wymagało dodatkowo pracy z narzędziem rytowniczym bezpośrednio na powierzchni szkła. Ta różnica między maszynowym formowaniem a ręcznym wykończeniem decydowała o wartości poszczególnych wyrobów - im więcej pracy szlifierza i grawera, tym bardziej unikatowy egzemplarz.

Surowca do produkcji nie trzeba było wozić z daleka. W Górach Izerskich, na wysokości 1050 metrów nad poziomem morza, działała kopalnia odkrywkowa kopalnia kwarcu „Stanisław”, uznawana za najwyżej położoną tego typu kopalnię w środkowej Europie. Wydobywano tam mleczny i różowy kwarc o zawartości krzemionki sięgającej niemal stu procent, trafiający właśnie do przemysłu szklarskiego, a także hutniczego i elektronicznego.

Co zostało dziś

Fabryka w dotychczasowej formie już nie działa, ale ślady szklarskiej tradycji Szklarskiej Poręby wciąż można oglądać na miejscu. Miasto pozostaje ośrodkiem, w którym minerały i kamienie są tematem osobnych kolekcji: Muzeum Mineralogiczne, mieszczące się w zabytkowej willi z 1885 roku, pokazuje kolekcję minerałów i skamieniałości, w tym okazy pochodzące z Karkonoszy i Gór Izerskich, a Muzeum Ziemi „Juna” w dawnej Strażnicy Walońskiej prezentuje między innymi zbiór minerałów fluorescencyjnych, widocznych w świetle ultrafioletowym. Obie placówki, choć nie są bezpośrednimi spadkobiercami huty, dobrze tłumaczą, dlaczego akurat w tej okolicy - bogatej w kwarc i inne minerały - szklarstwo miało od czterech stuleci naturalne warunki do rozwoju.