Strajk na Filozofii i pierwszy manifest
Historia zaczyna się jesienią 1981 roku, w trakcie strajku okupacyjnego na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego. To wtedy pojawił się tytuł, który miał później nazwać cały ruch. Za jego twórcę uchodzi Waldemar Fydrych, student przybyły do Wrocławia z Torunia, znany później pod przydomkiem Major. Fydrych ogłosił się żartobliwie "komendantem Twierdzy Wrocław" i spisał "Manifest Surrealizmu Socjalistycznego" - tekst, w którym zamiast politycznych postulatów proponował absurd jako metodę patrzenia na system. Inspiracji szukał między innymi w holenderskim ruchu Provos, znanym z ulicznych happeningów lat 60. Towarzyszem Fydrycha w pierwszych akcjach był Wiesław Cupała, znany jako Rotmistrz.
Krasnal na plamie po zamalowanym haśle
W nocy z 30 na 31 sierpnia 1982 roku Fydrych i Cupała namalowali na wrocławskich blokach w Biskupinie pierwsze krasnoludki. Nie były przypadkowym pomysłem - pojawiały się dokładnie w miejscach, gdzie milicja zamalowywała opozycyjne hasła i napisy na murach. Fydrych opisywał to jako dialektykę w duchu Hegla: napis był tezą, plama farby zostawiona przez władzę antytezą, a namalowany na niej krasnoludek syntezą. W latach 1982-1983 tego typu malunki - technika była zbliżona do graffiti szablonowego - pojawiły się w liczbie ponad tysiąca w sześciu polskich miastach. Sens tej gry był prosty: cenzura, zamalowując hasło, sama tworzyła puste pole, które ruch mógł wypełnić czymś, czego nie dało się już zamalować bez ośmieszenia się. Krasnoludek nie niósł żadnego hasła, więc nie było go za co ścigać.
Absurd jako broń
Kolejne lata to już nie pojedyncze malunki, a zorganizowane happeningi na ulicach Wrocławia. Uczestnicy nie domagali się wolnych wyborów ani zniesienia cenzury wprost - zamiast tego rozdawali papier toaletowy w mieście, gdzie brakowało go w sklepach, urządzali pochody w czapkach krasnoludków, prowadzili marsze pod hasłami w rodzaju "nie ma wolności bez krasnoludków" albo "obywatelu, pomóż milicji - pobij się sam". Fydrych tłumaczył sens tej strategii wprost: twierdził, że ludzie na Zachodzie więcej dowiadują się o Polsce z wiadomości o jego aresztowaniu za rozdawanie podpasek niż z lektury podziemnych wydawnictw. Władza miała problem z takim przeciwnikiem - trudno aresztować kogoś za malowanie krasnoludka albo rozdawanie papieru toaletowego, nie wyglądając przy tym absurdalnie. Mimo to happeningi regularnie kończyły się zatrzymaniami uczestników za "zakłócanie porządku publicznego".
Rewolucja Krasnoludków i szczyt ruchu
Punktem kulminacyjnym była akcja "Rewolucja Krasnoludków" 1 czerwca 1988 roku, w której na ulice Wrocławia wyszło, według różnych szacunków, od 10 do 20 tysięcy osób w pomarańczowych czapkach. Wcześniej, w 1987 roku, odbyły się między innymi happeningi "Dzień Wolności od Papieru Toaletowego" i "Uzbrojeni Krasnoludkowie", które zwróciły uwagę zagranicznych mediów, w tym amerykańskiego tygodnika "The Village Voice". W grudniu 1988 roku ruch otrzymał nietypowe uznanie - reżyser Andrzej Wajda wręczył jego uczestnikom nagrodę w obecności znanych postaci opozycji. Pomarańczowa Alternatywa nie ograniczała się do Wrocławia: podobne, choć niezależnie prowadzone akcje organizowały grupy studenckie w Łodzi (między innymi Krzysztof Skiba), Warszawie i Lublinie, każda z własnym repertuarem absurdalnych happeningów, jak warszawski "Mecz piłkarski Nędza kontra Dobrobyt" czy lubelska "Bitwa Guzik kontra Pętelka".
Koniec dekady i wygaśnięcie ruchu we Wrocławiu
Po 1989 roku, wraz z upadkiem systemu, przeciwnik, wobec którego ruch definiował swoją strategię, przestał istnieć w dotychczasowej formie. Fydrych wyjechał do Paryża na początku lat 90., a aktywność Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu wyraźnie osłabła. Część dawnych uczestników i pomysłów przeniosła się do Warszawy, gdzie ruch funkcjonował dalej pod szyldem "Gnomy i Krasnoludki" - Fydrych startował później w wyborach na prezydenta Warszawy. Krasnoludki namalowane na murach z czasem zniknęły z ulic razem z dekoracją miejską lat 80.
Jak z happeningu zrobił się symbol miasta
Do idei malowanego krasnoludka wrócono dopiero po kilkunastu latach, i to już w zupełnie innej formie - jako rzeźby, a nie uliczny performance. W 2001 roku na ulicy Świdnickiej stanął pomnik nawiązujący do krasnoludka z rysunków Fydrycha, sfinansowany przez spółkę Agora. Właściwy początek dzisiejszej kolekcji przypada jednak na 1 sierpnia 2005 roku, kiedy wrocławski rzeźbiarz Tomasz Moczek ustawił w mieście pierwszych pięć brązowych krasnali, między innymi Szermierza i dwie Syzyfki. Od tamtej pory liczba figurek rosła z roku na rok, a spór o prawa do wizerunku trafił nawet do sądu - w 2011 roku orzeczono, że autorskie prawa do krasnoludka jako motywu należą do Fydrycha, a miasto musiało przeprosić i zapłacić odszkodowanie za wykorzystanie go w promocji bez zgody twórcy. To, co zaczęło się jako podziemna gra słów z cenzurą, stało się jednym z rozpoznawalnych symboli miasta - ale historia samych figurek i ich dzisiejszej roli to już osobny temat.
Dziś ślad tamtych wydarzeń można znaleźć w miejscach związanych z krasnalami, na przykład w Domu Krasnali przy wrocławskim Rynku, gdzie opowiada się gościom historię tych postaci - choć samo miejsce mówi już przede wszystkim o dzisiejszych figurkach, nie o ruchu sprzed lat.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się